Творчество Лесной Мавки
Шрифт:
Do mamy
Mi tak brakuje twojego ciepla, jak umierajacemu ptakowi powietrza. Mi brakuje trwoznego dreszczu twojich warg, kiedy samotno i teskno mnie… Mi brakuje usmiechu w twojich oczach — ty placzesz, mamo… Czemy w zyciu taki czarny b'ol? Pewno, poniewaz ty sama? * * *
Jestem piolun-trawa. Gorzecz mi na ustach, gorzecz mi na slowach. Jestem piolun-trawa. Ponad stepem jek m'oj wiatrem ogluszony. Cienkie gorzkie 'zd'zbielko wiatrem przelamlione. Bolem urodziona lza, jak piolun, gorzka w 'siwu ziemiu spadnie. Jestem piolun-trawa. * * *
Poezje, blogoslow m'oj los. Blogoslowie'nstwo twoje — miecz i rana. Niech ja upadu, ale zaraz wstanu. Poezje, blogoslow m'oj los. * * *
Tak czesto ranie mi spoirzenie krzywe i slowa zly przebija mi jak strzaly. Ja prosze was, ja was blagam o zalu. Nie zabijajcie mojich sn'ow dziecinnych! M'oj dzie'n niedlugi. I ja pragna dobra tym nawet, kto pocelie w mi, bezbronny. Sergej Jesienin
* * *
Ja ostatni poeta na wsi. Skromny w pie'sniach klon'owy most. O mlodo'scie mojej do'spiewa pozegnalna msza 'siwysh brzoz. sie dopalie zlotawym ogniem 'swieca — cialo to cieply wosk. I ksiezyca drewniany zegar mnie dwana'scie prochrypie w noc. Na 'sciezku niebieskiego pola wkr'otce wyjdzie zelazny zwierze. Zyto jasne, slo'ncem wspojone, pod okruetnym kielem zemrze. Grube, cudze, nie zywe dlonie, juz nie zyja pie'sni i czary. Tylko klosy zostali, konie, plaka'c o gospodarzewi starem. Czarny wiatr tylko pije rdzenia, mszu zalobnu odprawie los. Wkr'otce, wkr'otce zegar drewniany mnie dwana'scie prochrypie w noc. POLSKIE WIERSZE
PORA SREBRNYCH DESZCZOW
(z tomu)
Wladislawie Miloslawskiej
Mojim polskim przyjaciolam Anie, Marzanie, Silwekowi
Pamieci Jana Boleslawa Ozoga
* * *
Nastanie pora srebrnych deszczow. Nastanie pora czystej wody I czystego, jak 'zrodla, slowa, prawdziwiego, niezlego slowa, prawdziwiego, niezlego serca. Nastanie pora srebrnych deszczow na bialy dzie'n, na Zwiastowanie. I czarna noc juz zgubi 'sily. I nikt nie bedzie mie'c kamieniu, kamieniu, zeby zabi'c brata. I nikt nie bedzie chcie'c kamieniu da'c zebrakowi zamiast chleba. Nastanie pora srebrnych deszczow. Ja wierze w to, ja tego czekam! * * *
Pierwsza zima bez ciebie 'sniegem w okna zastuka, nie tym bialym, lagodnym — gorzkim 'sniegem zmartwienia. Pierwsza zima bez ciebie. Placze ziemia bez ciebie! W lesie cicho і teskno. Czarny sosny w zalobie, rzeka lodu nie zlamie, zlego lodu rozlaki. Pierwsza zima bez ciebie! — serce bolem odpowie. 'Sciezka w 'siwiej zawieje chce uslysze'c twoji kroki. * * *
Mam wilcku krew і duszu wilcku, na Dzikiem Wzgordze urodziona. Ale z bezbronnym sercem przyjszla na bol і smutek — w ludzki dom. Gdy umiera noc
Sie boje chwily, gdy umiera noc і gdy na zbladlym niebie gwiazdy, niby na cichiem brzegu biale 'slepe ryby, jakim's zlym bolem wypedzone z wod. Sie boje! Bo ja wiem, ze nie powroci'c umarlej nocy і umarlych lat. Zostalo 'siwym wilkiem wy'c mnie z bolu, pobieg'c szalonej dalej w dzikie pole, bo wstaje dzie'n, jak moj prawdziwy kat. Zarys
Na podworko z golabami slo'nce sypie promiennie, jak ziarno… Gorzecz dnia na wargach. (Lipiec 2009, Warka. Jeden z pierwszych polskich wierszow)
* * *
Szukala czarny kwiat, ze wszystkie drzwi odmyka. Wiem ziemi pie's'n і placz — nie wiem ludzkich jezykow. Kiedy's z nieba spadla moja mloda gwiazda — czy w gorzkich ziolach sie chowa, czy w jaskolczem gniazdku? Szukam tego kwiatu w dzikiem smutnem polu. Szukam mojej gwiazdy, az mnie oczy boli. Do jaskolki mowim, do stokrotki wolam. Tylko juz do ludzi wiecej nic nie mowim. Wiecej nic nie mowim, drogi swej nie powiem. * * *
Nad Czarnym Stawem wschodzi jasna noc, zaglada gwiazda do mojego okna. Niech bedzie nam nie teskno, nie samotno. Jak mlody wilk, nad lasem wola juz ksiezyc. Czas leczy bol. Tu zostam zy'c w spokoju. I lepiej nie pamieta'c juz, ze gdzie's jest inne zycie — і ta dawnia wie's, gdzie krzyz moj na cmentarzy stoi. * * *
Spalone skrzydla o niebie prosi. Wola'c do Boga czy sta'cie mnie glosu… Trzyma mi ziemia, zycie mi trzyma. Wierze — odejszla zla ciezka zima. Brzoza zlamana znow juz zielona. Poznali niebo skrzydla spalone. Srebrny deszcz
Srebrny deszcz u okien 'spiewa, naboso po trawie biega. Mloda wiosna. Usmiech nieba. Srebrny deszcz — jak list od ciebie. Jak borowka w lesie pachnie! Pachnie zyciem. * * *
Na ziolach krew — to slo'nce spada w las, jak zloty poraniony ptak. To las za toba placze w smutny czas! Tu kazde drzewo, kazdy krzak pamieta ciebie і do ciebie wola. Tu twoja 'sciezka boli, boli… Deszcz — ptak
Jesienny deszcz — to tylko srebrny ptak, w samotnym niebie cicho, cicho wola. Spokoj na ziemie, w sercu і dokola. Deszczowy czytam potajemny znak. Rozprawie skrzydla, jak jedwab, ulewa — to 'siwy kruk, ze ma tusiac juz lat, w samotnym niebie o nadzieji 'spiewa, kolysze senny, mokry bialy 'swiat. * * *
W.O.
Ludzi nie sluchaj — ja nie umierla. Brate moj, synie, jak ci zostawi'c? Bedzie jaskolke pod twojim dachem, bedzie ja trawe na twojich 'sciezkach, wiatrem lagodnym, aniolem twojim. Ludzi nie sluchaj — ja nie umierla.Dzwon
Wola dzwon, boli dzwon. W lesie — czarnej nocy krok, na dzwonnicu wschodzi cudzy, na dzwonnicu wschodzi wrog! Niby serce, wola dzwon. Krwi nad lasem 'swiety dzwon. Rwie powrozow zyly dzwon. Winsent Wan Gog
Sie chowa slo'nce w slonecznekach. 'Siwieje ruda glowa dnia. Na starcze czarne dlonie ziemi, szorstki, popekani, lagodni, syn — slo'nce — rudu glowu chyli. Jak w zl otem morzu, w slonecznekach — az po ramiona, az do gardla — samotny idzie rudy malarz. On bol і piekno's'c calej ziemi umie's'cil w swoje serce, nie wieksze od skowronca. Поделиться с друзьями: