Чтение онлайн

ЖАНРЫ

Шрифт:

Przy okazji, taki detal! Ich jest nieduzo, nie moga wiec pilnowa'c wszystkich doj's'c! Czyli musza ulatwia'c sobie zycie. Gdzie czekali na mnie ostatnio? Pod tamtym domem. Jaki z tego wniosek? Zobaczyli, zebrali sie – i popedzili skr'otem. Od kt'orego's z nich lekko 'smierdzialo – wdepnal w kupe 'smieci! To gdzie oni siedza?

Ze swojego stanowiska musza widzie'c to mieszkanie, do kt'orego kazali mi wchodzi'c, zwyczajnie, zeby nie biega'c tu i tam bez potrzeby. Czlowiek wszedl, wiec wszystko w normie – klient zaplacil dziesiecine. Mozna go nie tyka'c: to co sie nalezy, jest na miejscu, wieczorem mozna zabra'c. Nie wszedl – moze uda sie go przechwyci'c.

To musi by'c ten dom,opr'ocz niego zaden nie jest tak wygodnie usytuowany. Ogrodzenia przeszkadzaja, a przebijanie w nich dziur jest nierozsadne: kazdy bedzie m'ogl skorzysta'c i chodzi'c po nieprzygotowanych wcze'sniej 'sciezkach. Na to banda nie p'ojdzie!

Na kilka sekund zatrzymuje sie w kacie, jaki tworzy 'sciana domu i wysuniety kontener na 'smieci. Szybko wsuwam do magazynka cztery naboje, szarpie drewienkiem (nauczylem sie!) i doladowuje bro'n.

Pie'c strzal'ow. Teoretycznie – pie'c zgon'ow. Je'sli wystrzele. A przeciez inaczej sie nie da, nie rozstaniemy sie w zgodzie. A je'sli zobacza u mnie bro'n – w og'ole przechlapane! Oni strzelb nie maja. Mozliwe, ze pistolety. Na pewno noze, kt'orymi mnie, prawdopodobnie, potna, mszczac sie za sw'oj strachu przed uzbrojonym czlowiekiem. Czytalem o takich rzeczach. Mieliby gnata, na pewno nie raz pomachaliby mi nim przed nosem. Pogladowo, ze tak powiem i dla wzmocnienia argumentacji. Daliby powacha'c.

Napinam nieco pas strzelby, nalozywszy petle na okragla za'slepke magazynka. Zawieszenie (przypomnialem sobie, jak to sie nazywa – zawieszenie taktyczne!) jest stosunkowo nowe, z klamrami w plastikowej oslonce, a jego dlugo's'c mozna szybko regulowa'c. Je'sli te sama petle zrzuci'c z za'slepki, to bro'n wyskoczy spod kurtki i zawi'snie na dlugim pasku. Wygodniej bedzie ja podrzuci'c. Niestety, to tez nie jest m'oj wynalazek, podejrzalem na jednym filmie. Tam, co prawda, powiesili w ten spos'ob karabin, ale co za r'oznica. Zbyt wiele czasu tak nie pochodzisz – niewygodnie. Ale tez ja dlugo nie potrzebuje.

No to mamy te klatke schodowa, gdzie polecono mi sklada'c danine samozwa'nczej kryszy. C'oz, miejsce wybrane calkiem sensownie, nie trzeba za bardzo nadklada'c drogi.

Bedac juz w 'srodku, rozpinam kurtke i ostroznie przechodze nad potykaczem – nadal tu jest. Po co przedwcze'snie informowa'c kogo's o swoim przybyciu. Tym bardziej, ze ide z dolu, a alarm byl przeciez obliczony na tego wla'snie, kt'ory przyjdzie z g'ory.

Mieszkanie okazalo sie puste, nikt na mnie specjalnie nie czekal. Niewykluczone, ze banda wziela pod uwage mozliwo's'c, ze do lokalu moga przyj's'c nie tylko ludzie chcacy zaplaci'c. W kuchni rzeczywi'scie stoi skrzynka, w obecnej chwili calkowicie pusta. Albo haracz juz zabrali, albo nikt tu dzi's nic nie wkladal. Nie wszyscy przeciez klienci sklepu sa tak bezbronni, zeby podporzadkowa'c sie tym hucpiarzom – chcialbym zobaczy'c, jak startuja do tych uzbrojonych po zeby facet'ow! Widowisko warte kazdych pieniedzy! Zagladam do sasiedniego pokoju. Aha, zrobimy tak. Wyciagam stamtad biurko i zastawiam nim wej'scie do kuchni, potem przekrecam st'ol kuchenny – teraz, zeby wej's'c z korytarza do kuchni, trzeba te przegrode omina'c. A to nie bedzie latwe, przej'scie zrobilo sie waskie i niewygodne. Opu'sciwszy mieszkanie, wychodze na ulice, gdzie skrecam w calkiem inna strone niz poprzednio, tak ze nikt mnie nie przechwyci w drodze powrotnej. Za to fakt mojego przyj'scia obserwator m'ogl zauwazy'c. A to znaczy, ze za chwile zjawi sie tutaj goniec po danine.

Znajoma juz droge pokonalem o wiele szybciej niz zeszlym razem. Tym bardziej, ze z prawdopodobnego punktu obserwacyjnego nie wida'c drabiny przeciwpozarowej. Za to z drugiej strony wida'c ja bardzo dobrze, wiec lepiej sie sprezy'c. Dach, balkon, drzwi na klatke – wszedzie czysto! Przekradlszy sie do kuchni, zajmuje miejsce w rogu, tak, zeby nikt nie m'ogl zobaczy'c mnie z ulicy. R'oznie bywa. Siedzimy sobie. Szkoda, ze nie pale, czas szybciej by zlecial. Zdrzemna'c sie nie mozna, zbytnio sie zrelaksowa'c tez lepiej nie.

Jak szybko pojawi sie umy'slny? Je'sli wszystko dobrze obliczylem, nie przyjdzie mi dlugo czeka'c. W poprzedniej pracy jaki's czas zajmowalem sie organizacja logistyki. I musialem bra'c wtedy pod uwage wiele przer'oznych parametr'ow, w tym i predko's'c, z jaka przemieszcza sie nasz kurier. Tak, ze o'smielam sie mie'c nadzieje, iz moje szacunki okaza sie dokladne.

O! Drzwi na dole zaskrzypialy! No, no i kto tu do nas pierwszy zawita? Nie, no oczywi'scie zywilem pewne nadzieje, ale zeby tak! W drzwiach pojawil sie ten sam znajomy podpatrywacz! No, chlopie, do ciebie to ja mam oddzielne pretensje.

– Eee… – odzywa sie z pewnym zaklopotaniem, wyra'znie nie spodziewal sie, ze kogo's tu spotka.

– Siadaj! – Kiwam w kierunku podlogi.

– Czego, kurr… – wybucha szczeniak.

I natychmiast milknie – spod stolu nieprzyja'znie spoglada lufa prawie-obrzyna.

To faktycznie szczeniak – mizerny i jaki's taki zaniedbany. Na takich, jak on m'owia, ze jest „na gigancie”. Ale mimo wszystko pr'obuje chojraczy'c, co w sumie mozna zrozumie'c. Takiego gnojka to cale zycie kto's kopie. Posylaja po piwo, papierosy, dupeczki. A tu nagle sam m'ogl na kogo's nawrzeszcze'c, a kumple za plecami robili za polise ubezpieczeniowa od szybkiego spotkania czyjej's pie'sci z chamska morda. Spodobalo mu sie. Uznal, ze teraz to juz na pewno zlapal Pana Boga za nogi. I nagle brutalna rzeczywisto's'c i bardzo nieprzyjemne ladowanie. Na poprzednim miejscu. A dusza boli!

– No co ty… – Dure'n, nie moze sie powstrzyma'c, liczac nie wiadomo na co.

M'oglby by'c jednak uwazniejszy. Nie bez powodu obok mnie lezy deska do krojenia, nie bez powodu. Dobra, stara. Gruba. Na takiej bardzo wygodnie sie kroi. Pozyteczna rzecz. W wielu aspektach. I bardzo dobrze lata. Tak wiec, kiedy ciezki kawalek drewna zostawil sw'oj odcisk na bezczelnej gebie, smark gwaltownie przestal pyskowa'c. Nieoczekiwanie gra w ping-ponga okazala sie wcale pozyteczna. Rzut byl celny i mocny. I calkiem nie'zle wyszlo, klient sie zadlawil i wszystkie slowa, kt'ore mialy wylecie'c mu z ust, nigdy nie zostaly wypowiedziane.

– Czyzby kto's ci pozwolil m'owi'c? – pytam ujmujaco. Nasz dyrektor kadr mial taka maniere m'owienia. Uprzejmy taki i wielu sie na to nabieralo. Niby grzecznie, a spr'obuj tylko co's miaukna'c!

Malolat milczy, wycierajac krew z rozbitych warg. I slusznie – na tym samym stole, lezy jeszcze zelazko. Tez stare, jeszcze zeliwne. Je'sli takie rabnie w jadaczke, to juz m'owi'c sie nie uda. W og'ole nigdy.

– A bedziesz mi tu szczeka'c nie na temat, przestrzele ci, w chuj, kolano. I tu zostawie. Zanim przybiegna twoi kumple, calkiem sie wykrwawisz. I tak zdechniesz. Kiwnij glowa, je'sli dotarlo.

Ostatnie slowa wrzeszcze na cale gardlo – klient az wzdraga! Kiwa glowa. Boi sie. Nawet, ja sam boje sie swoich sl'ow! Gl'ownie tego, ze to wszystko trzeba bedzie zrobi'c w rzeczywisto'sci. To tylko na filmach latwo naciska sie na spust, a w zyciu inaczej. Zatem krzycze, starajac sie dono'snym glosem doda'c odwagi samemu sobie.

– Gdzie twoi kumple?

– Niedaleko. Dziesiaty dom, co na Karpowa.

– Mieszkanie?

– Szesna'scie.

Znam ten dom. Na parterze znajdowal sie tam sklep. Wychodzi na to, ze bandyci na czwartym mieszkaja. Normalne, stamtad maja bardzo dobry widok.

– Ilu?

– Dw'och.

– Wtedy to oni z toba byli?

– Jeden, Miszka Twardziel. Walerka zostal na bazie.

Aha. I baze swoja maja. We'zmiemy to pod uwage.

– Gdzie jest baza i ilu tam ludzi?

Placzac sie w zeznaniach i mylac slowa, malolat pospiesznie m'owi wszystko, co wie. A czemu on taki elokwentny i tak glo'sno m'owi?

– Ciszej! Stul pysk! Ziewniesz i mogila!

Co's tu nie pasuje. G'owniarz, owszem, jest przerazony. I krew z rozbitej wargi wciaz mu plynie, ale to jeszcze nie pow'od tak halasowa'c!

Поделиться с друзьями: